czwartek, 26 września 2013

Czyje zdjęcie postawiłam koło łóżka?

"Dlaczego postawiłaś sobie koło łóżka zdjęcie jakiejś kobiety, w dodatku z jedną brwią?" - spytał mój małżonek wchodząc do sypialni. Wytłumaczyłam cierpliwie, że to nie jakaś tam kobieta, ale moja ulubiona malarka Frida Kahlo, a zrośnięte brwi to jej znak szczególny. Stawiając na szafce nocnej jej zdjęcie, nie tylko miałam nadzieję, że może jakoś zainspiruje mnie podczas snu, ale podoba mi się ono również jako portret. Dla mnie jest równie genialny jak osoba na nim przedstawiona. Zresztą, zobaczcie sami:


źródło

      Na tym zdjęciu podoba mi się wszystko: niebieski tradycyjny haftowany strój, krwistoczerwona pomadka, purpurowa wstążka w oryginalnie upiętych włosach, charakterystyczna biżuteria. To nic, że brak tu idealnej symetrii, bo jeden kolczyk się przekręcił. W centrum uwagi znajdują się oczy Fridy - intensywne spojrzenie naznaczone cierpieniem.
       Życie Fridy rzeczywiście było naznaczone bólem i cierpieniem. Jest to zresztą widoczne w jej dziełach. Urodziła się w 1907 r. jako Magdalena Carmen Frieda Kahlo y Calderón,  w Coyoacán (Meksyk). Jej matka była rodowitą Meksykanką, a ojciec pochodził z żydowskiej rodziny pochodzenia węgierskiego i osiadłej w Niemczech. W wieku 18 lat wyemigrował do Meksyku, gdzie zajął się fotografią i poznał matkę Fridy. Jej rodzice należeli zatem do dwóch odległych kultur, co niewątpliwie odcisnęło piętno na jej twórczości. Oto jak przedstawiła swoją rodzinę i siebie na obrazie z 1936r, zatytułowanym Moi dziadkowie, moi rodzice i ja:
 
 
źródło
      Mała Frida znajduje się w ogrodzie rodzinnego domu Casa Azul (niebieski dom), inspiracją do namalowania rodziców był ich portret ślubny, natomiast dziadkowie ze strony matki unoszą się nad typowo meksykańskim krajobrazem. Dziadkowie ze strony ojca są zawieszeni nad oceanem, który oddziela Meksyk od dalekiej Europy.
      Jako dziecko Frida zachorowała na polio, które pozostawiło trwały uszczerbek na jej ciele - prawa noga stała się słabsza i szczuplejsza, a stopa przestała rosnąć. Mała Frida dzielnie znosiła ból i wykonywała mnóstwo ćwiczeń, aby normalnie chodzić. Wyśmiewana przez okrutne dzieci, Frida jako nastolatka postanowiła ukrywać swą ułomność pod męskimi ubraniami lub długimi meksykańskimi spódnicami. Była bardzo pilną uczennicą, lubiła rysować (brała nawet lekcje rysunku) lecz pragnęła zostać lekarką. Jej plany pokrzyżował straszliwy wypadek, któremu uległa w 1925 r. Autobus, którym wracała ze szkoły, zderzył się z tramwajem. Wiele osób zginęło, a Fridę w stanie ciężkim odwieziono do szpitala. Tam stwierdzono liczne złamania, zmiażdżenie stopy, uszkodzenie kręgosłupa i poważne obrażenia wewnętrzne. Podczas wypadku metalowy pręt przebił ją dosłownie na wylot, kalecząc na zawsze jej kobiecość. Do końca życia cierpiała na bóle kręgosłupa, nosiła przez większość czasu specjalne gorsety, poddawała się operacjom, lecz już nigdy nie odzyskała pełnej sprawności. Dla wielu osób, w tym lekarzy, niesamowity był już sam fakt, że ten wypadek przeżyła. Czytając o tych wydarzeniach, i wyobrażając sobie co musiała przeżyć, i ile bólu wycierpieć, myślę sobie że Frida była niesamowicie silną i zdeterminowaną osobą. Zamiast się poddać i załamać wizją nieuchronnego kalectwa w tak młodym wieku, będąc przykutą do łóżka na wiele miesięcy, ona zaczęła malować.
      Z biegiem czasu rehabilitacja zaczynała przynosić efekty, a jej obrazy stawały się coraz bardziej wyraziste i charakterystyczne. Mimo, iż Frida często ignorowała reguły perspektywy, czy w ogóle jakiekolwiek reguły stosowane w malarstwie, znalazła wkrótce uznanie wśród lokalnych artystów. Wśród nich był Diego Rivera, już wtedy uznany twórca meksykańskich murali i aktywny komunista. Będąc po jego silnym wpływem, Frida nie tylko zafascynowała się ideologią komunistyczną, ale również postanowiła go poślubić. Ich ślub został uwieczniony przez Fridę na tym obrazie z 1931 roku:
 
źródło
 
 
      Na tym obrazie widać ogromne przywiązanie Fridy do kultury i tradycji meksykańskiej - zamiast białej sukni z welonem założyła ludowy strój. Karykaturalny wręcz kontrast pomiędzy ogromną, ciężką sylwetką Diego, a drobną postacią Fridy symbolizuje relacje w ich związku - Frida, przynajmniej na samym początku, była zdominowana przez męża, nie postrzegała nawet siebie jako prawdziwą artystkę. Do tego wszystkiego, dzieliła ich spora różnica wieku - 21 lat. Później ten kontrast się nieco zatarł, jednak związek z Riverą przysporzył jej kolejnych cierpień. Diego był seksoholikiem i zdradzał żonę na każdym kroku (nawet z jej własną siostrą). Swoją drogą, patrząc na jego zdjęcia, nie mogę pojąć dlaczego te kobiety tak do niego lgnęły. Talentu jednak nie można mu odmówić. sama Frida powiedziała kiedyś: "Przeżyłam w życiu dwa poważne wypadki - jednym z nich był wypadek autobusu a drugim był Diego." Pierwszy okaleczył ją fizycznie, a drugi psychicznie.
      W 1930 r. Frida i Diego wyjechali na cztery lata do Stanów Zjednoczonych. Tam Frida mogła skonfrontować swoja "meksykańskość" z całkowicie inną kulturą. Nowy kraj zafascynował ją jako miejsce dające wiele możliwości, zdominowane przez technikę i nowoczesność. Oto jak się widziała w nowej sytuacji:
 
 
 
źródło
 
      Frida stoi jako pomnik na granicy Meksyku i Stanów Zjednoczonych, ubrana w suknię w stylu zachodnim. W dłoni trzyma jednak flagę Meksyku. Po swojej prawej stronie ma świat zdominowany przez długą historię i prawa natury, a po lewej świat zdominowany przez technikę i przemysł. Podczas pobytu w Stanach miało miejsce wydarzenie, które miało duży wpływ na psychikę artystki. Frida zaszła w ciążę, ale nie mogła jej donosić z powodu powikłań powypadkowych-połamane i źle zrośnięte kości miednicy uniemożliwiały prawidłowy rozwój płodu. Leżąc w szpitalu po tym wydarzeniu po raz kolejny przeniosła stan swojej duszy na płótno:
 
 
źródło
 
 
       Obraz ten jest dość drastyczny i pełen symboli. Bije od niego bezbronność i samotność.
      Jest jeszcze jeden obraz, zatytułowany Dwie Fridy, który w przejmujący sposób ukazuje wewnętrzne rozdarcie artystki. Został namalowany w 1939 r., po rozwodzie z mężem i po wizycie w Europie, gdzie wystawiała swe prace. Podróż do Europy obudziła w niej europejskie korzenie, mogła wreszcie na własne oczy zobaczyć to, o czym opowiadał jej ojciec. Uważam, że jest to jedno z jej najgenialniejszych dzieł.
 
 
źródło
 
 
      Podwójny autoportret ukazuje "meksykańską" część Fridy, kochaną przez Diego, która w dłoniach trzyma portret byłego męża. Jej alter ego ubrane jest w suknię z koronki w stylu europejskim i za chwilę prawdopodobnie wykrwawi się na śmierć (żyłę przytrzymują specjalne kleszcze?nożyce? chirurgiczne). Co ciekawe, oba serca są połączone, jedna Frida nie może żyć bez drugiej.
       Po jakimś czasie okazało się również, że nie może żyć bez Diego, dlatego tez gdy jakiś czas później poprosił ja o ponowny ślub, zgodziła się bez wahania. Oboje skupili się wówczas na pracy artystycznej.
      Obecnie znane są 143 obrazy Fridy, z czego 55 to autoportrety. Ona sama mówiła, że często malowała siebie, bo był to temat, który znała najlepiej. Można śmiało stwierdzić, że jej dzieła są jej autobiografią, co wyróżnia ja na tle innych współczesnych jej artystów.
 
 
"Pęknięta kolumna", autoportret namalowany po kolejnej operacji kręgosłupa, źródło
 
 
Autoportret z małpką, 1938, źródło

 
 
Autoportret  z 1940 r., źródło
 
 
      Frida, wielokrotnie zraniona jako człowiek, odniosła ogromny sukces jako artystka. Udzielała wywiadów, dołączyła do grona wykładowców Akademii Sztuk Pięknych, organizowano liczne wystawy jej prac na całym świecie. Jednak chyba najważniejsza odbyła się w Meksyku w 1953 r. Była to pierwsza jej wystawa w ojczyźnie, a uczestniczyła w niej...leżąc na łóżku. Wyczerpana fizycznie i psychicznie kolejnymi bolesnymi operacjami kręgosłupa i amputacją prawej nogi, nie mogła już chodzić. Zmarła w ramionach Diego rok później w wyniku choroby płuc, tydzień po swoich 47 urodzinach..... W swoim dzienniku napisała: " Z radością oczekuję mojego odejścia.... i mam nadzieję, że nigdy tu nie wrócę.....Frida".
      Krytycy sztuki klasyfikują jej twórczość jako sztukę nacechowaną prymitywizmem, z elementami folku i surrealizmu. Forma i intensywna kolorystyka z pewnością nie podoba się wszystkim, jednak jedno jest pewne - nie można odmówić jej autentyczności. Wiele lat temu miałam cudowną możliwość obejrzenia niektórych dzieł Fridy na żywo - robią naprawdę ogromne wrażenie. Jeśli będzie mi kiedyś dane odwiedzić Meksyk, pierwszym miejscem, do którego się udam będzie Casa Azul - rodzinny dom Fridy zamieniony na muzeum. Kolejna rzecz na liście moich marzeń.
      Wiem, rozpisałam się bardzo w tym poście, mam nadzieję, że ktoś dotrwał do końca..... jednak o Fridzie mogłabym pisać w nieskończoność, to tylko ułamek tego, czym było jej życie i obrazy.
     
 

10 komentarzy:

  1. Jak zwykle, fantastycznie!!!!!Frida w pigułce. Super że zdjęcie Fridy stoi w Twojej sypialni. Inspiruje Cię od dawna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa i pozdrawiam!:)

      Usuń
  2. a ja mam mieszane uczucia...ona mi jak transwestyta wygląda...nawet wąsa ma pod nosem... ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, z pewnością nie wpisuje się w dzisiejsze kanony piękna lansowane w tv i w kolorowych magazynach. Każdy z nas ma w sobie pierwiastek męski i żeński. Frida lubiła ten męski eksponować. Nosiła czasem męskie garnitury, celowo nie regulowała brwi i zarostu nad górną wargą (swoja drogą, wiele brunetek ma tego typu zarost, chociaż w życiu się do tego nie przyzna), pod koniec życia angażowała się podobno w przelotne związki z kobietami (jej biseksualność pozostaje jednak w sferze spekulacji). Kilkakrotnie zdarzało się, że odrzucała całkiem swą kobiecość, np. po rozstaniu z mężem obcięła włosy na krótko i ubierała się wyłącznie w męskie ubrania. Chciała unicestwić swój żeński pierwiastek, ponieważ to właśnie on pociągał jej męża. Jej wygląd jest efektem jej wewnętrznych przeżyć, wyborów, prób przekazania czegoś, a nie panującej mody. Nie jest przypadkowy. I nie dziwię się, że masz mieszane uczucia. Osoba i twórczość Fridy wzbudzają różne emocje - od uwielbienia do zniesmaczenia. Pozdrawiam i zyczę udanego weekendu!!!

      Usuń
  3. Wow, ciekawie napisane, przemawia przez ten wpis fascynacja tematem!
    Kiedyś, w okolicach filmu z Salmą Hayek, też zainteresowałam się tą artystką i jej sztuką. Czytałam też książkę "Frida", ale przyznam, że potem moje zainteresowanie zaniknęło. Frida Kahlo jest napewno godną uwagi artystką, ale do mnie nie przemawia. Jakoś mnie Twoje zainteresowanie nie zdziwiło, w końcu jesteśmy tutaj w Republice Kolorów, a w tym Frida była mistrzynią :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oglądałam ten film kilka razy :) Nie był co prawda arcydziełem sztuki filmowej, ale podobało mi się, jak sprytnie powplatali do filmu obrazy Fridy. No i uwielbiam ścieżkę dźwiękową. Fakt, nie wiem dlaczego, ale zawsze mnie do tej pstrokacizny ciągnie ;) Pozdrawiam.

      Usuń
  4. Do mnie jej obrazy nie przemawiają, więc też nigdy nie starałam się zgłębić tematu i czegoś się o niej dowiedzieć. Cieszę się, że teraz to nadrobiłam. Dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niezmiernie mi miło, polecam się na przyszłość :)

      Usuń
  5. Wytrzymałam :) ...z przyjemnością :) Może nie mam takiego bzika jak Ty na jej punkcie ale lubię jej prace, uważam, że była bardzo silną kobietą. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, to super :) Pisałam tego posta z nadzieją, że większość czytelników jednak dotrwa. Świadomość tego, jakie miała życie, pomaga zrozumieć jej prace. Też ją podziwiam za siłę.

      Usuń

Będzie mi miło, jeśli zostawisz komentarz :)